Metoda Supertutor

Nie jest tajemnicą, że w typowej polskiej szkole uczniowie nie uczą się mówić po angielsku. To znaczy… ok, uczą się angielskiego, ale jak przyjdzie do rozmowy z obcokrajowcem, to często boją się otworzyć usta.

Uważam, że to wielki problem, bo na rynku pracy to właśnie płynne wypowiadanie się jest najbardziej pożądaną umiejętnością. To w sumie nic dziwnego – jak pracownik nie rozumie jakiegoś słówka w raporcie to je sobie sprawdzi w Internecie. To samo się tyczy pisania e-maila. Ale jeśli ktoś w rozmowie z klientem z zagranicy boi się odezwać, to już olbrzymi problem, który całkowicie blokuje wykonanie zadania!

Właśnie z taką barierą najczęściej stykają się absolwenci polskich szkół. W rezultacie, pomimo długich lat spędzonych na nauce angielskiego, unikają rozmów, bo się ich boją. A sam język stopniowo zapominają. Co za strata!

Sfrustrowany brakiem praktyczności metod szkolnych zacząłem się rozglądać za nowym spojrzeniem na naukę języka. W pewnym momencie natknąłem się na wskazówki na ten temat publikowane przez poliglotów (osoby, które mówią wieloma językami obcymi). Zainspirowało mnie to i zacząłem zgłębiać temat. Zastanawiałem się jak to jest, że niektórzy ludzie uczą się tego nieszczęsnego angielskiego kilkanaście lat i ledwo dukają, a są gdzieś tam osoby, które w swoim życiu potrafią posiąść umiejętność posługiwania się nawet 30-oma językami jednocześnie?!

Na podstawie zebranych informacji opracowałem system nauki inspirowany tym, w jaki sposób uczą się języków właśnie oni – poligloci. Początkowo nazwałem go Metodą Poliglocką, ale w miarę postępu czasu dokładałem coraz to nowsze usprawnienia i w rezultacie powstało coś zupełnie nowego – świeże podejście do nauki języka angielskiego z akcentem na mówienie. I tak właśnie powstała Metoda Supertutor.

 

Jak wygląda nauka Metodą Supertutor

Najważniejszym założeniem metody jest praktyczne podejście. Uczymy się przede wszystkim mówienia i słuchania. Czytanek i pisania nie ma praktycznie wcale, a gramatyka jest ograniczona do niezbędnego minimum. Wszystko jest zorganizowane w taki sposób, żeby jak najszybciej „się rozgadać”, a jak to się już uda – ćwiczyć płynność mówienia i poznawać nowe słownictwo.

W dużym skrócie, nauka odbywa się poprzez zapamiętywanie fraz. Podam przykład – jest trochę uproszczony, ale pokazuje główną ideę. Załóżmy, że ktoś nauczył się dwóch fraz: „I have a dog” (mam psa) i „My cat is black” (mój kot jest czarny). Umiejąc je, ta osoba będzie w stanie bez większego problemu stworzyć też kolejne zdania – ułoży je po prostu jak z klocków z poszczególnych części zapamiętanych fraz, np. „I have a cat” (mam kota), „My dog is black” (mój pies jest czarny).

Każdy nasz uczeń uczy się takich fraz przy pomocy specjalnej aplikacji w telefonie. Planuje mu ona powtórki w taki sposób, żeby pamiętał cały materiał, a przy tym, żeby czas, który musi spędzić na nauce był możliwie jak najkrótszy. W praktyce na naukę z aplikacją trzeba poświęcić ok. 10-20 minut dziennie.

Już na zajęciach – w pierwszej ich części – odpytujemy ucznia z nauczonych fraz. Jest to dla nas szansa, żeby:

  • Zweryfikować, czy uczeń na bieżąco się uczy w domu
  • Zorientować się, z jakim materiałem uczeń ma kłopoty i skupić na nim swoją uwagę
  • Skorygować błędy wymowy
  • Przypomnieć i utrwalić nauczony materiał

Przy odpytywaniu stosujemy specjalny algorytm, który dostosowuje się do tempa nauki ucznia. Dzięki niemu skupiamy się tylko na tych elementach, które są dla ucznia trudne, a łatwe przypominamy tak rzadko jak tylko się da, żeby ich nie zapomnieć.

Druga część lekcji poświęcona jest praktycznemu poznawaniu języka. Przyjmuje ona formę stymulowanych konwersacji, na których uczeń ma możliwość w prawdziwej rozmowie skorzystać z fraz, których się nauczył wcześniej. Jeśli w tej części uczeń popełni błędy, lektor je koryguje oraz poprawione wpisuje do aplikacji, żeby uczeń miał szansę się ich nauczyć i już nigdy nie zapomnieć. Dzięki takiemu podejściu nauka przyjmuje praktyczną formę, której tak bardzo brakuje w polskiej edukacji.

 

Efekty pracy z Metodą Supertutor

Chciałbym tutaj powiedzieć, że z Metodą Supertutor można nauczyć się mówić po X miesiącach, ale… nie da się 🙁 Ani w przypadku Metody Supertutor, ani żadnej innej. To po prostu zbyt złożona kwestia i zależy od zbyt wielu różnych czynników, m.in. od częstotliwości zajęć, poziomu startowego ucznia, jego osobistych predyspozycji oraz zaangażowania w naukę. Dlatego, podszedłbym z dużą dozą podejrzliwości do każdego, kto twierdzi, że nauczy kogokolwiek mówić np. w 6 miesięcy (nie mówiąc już o dwóch).

Poza tym, co to w ogóle znaczy „mówić”? Czy mówić, to oznacza porozumieć się w sklepie na wakacjach, przeprowadzić prostą rozmowę o zainteresowaniach z obcokrajowcem, czy może dyskutować na temat dzieł Shakespeare-a lub komentować aktualne wydarzenia społeczno-ekonomiczne? Każda z przedstawionych sytuacji wymaga przecież zupełnie innego poziomu językowego, więc nie ma czegoś takiego jak „umiem mówić”. Poznawanie języka to praktycznie niekończąca się przygoda i zawsze jest coś nowego do poznania.

Oczywiście, istnieje określony poziom, na którym uczeń przestaje się bać odezwać, bo nawet jak nie zna jakiegoś słówka, to przekaże swoją informację w inny, prostszy sposób. Do tego właśnie poziomu dążymy na naszych zajęciach. I tym, co mogę z czystym sumieniem obiecać jest to, że dotrzemy tam kilkakrotnie szybciej niż stosując typowe, „szkolno-książkowe” metody nauki.

Wiem to, bo co chwilę zarówno moi uczniowie oraz ich rodzice chwalą moje metody za zaskakująco szybkie postępy. Szczerze mówiąc, ja sam nie mogę się czasem nadziwić jak pytam się 9-latka, czy lubi oglądanie telewizji, a on zamiast odpowiedzieć yes lub no, odpowiada „Not so much” (niezbyt) lub gdy widzę 12-latka, który w czasie gry językowej sam z siebie korzysta z trzeciego okresu warunkowego (tzw. III conditional – to dla porównania coś czego nie zna większość maturzystów).

Czymś co cieszy mnie chyba jeszcze bardziej jest to, że często uczniowie przestają się bać języka i przekonują się niego. Dlaczego tak się dzieje? Metoda automatycznie dostosowuje się do poziomu ucznia, więc ten widzi na bieżąco swoje postępy. A to ważne, bo często zdarza się, że dzieci mają takie zaległości w szkole, że na lekcjach w niej czują się jak na tureckim kazaniu. U nas wreszcie coś im zaczyna wychodzić i one to na bieżąco widzą (przy odpytywaniu). Dzięki temu zaczynają w siebie wierzyć i bardziej się przykładać.

Mógłbym tak jeszcze długo, ale nie chcę pisać zbyt długiego tekstu, bo nikt go później nie przeczyta 😉 Jeśli udało mi się Cię zainteresować to zapraszam do sprawdzenia naszej oferty, gdzie znajdziesz informacje jak zapisać się na spotkanie próbne, na którym z chęcią rozwiejemy wszelkie Twoje wątpliwości. Zapraszam.